Rodzisz się w konkretnym kraju. Wśród konkretnej historii, kultury, problemów i ludzi.
Gdy państwo jest słabe, źle zarządzane albo niesprawiedliwe, łatwo uznać, że jedyną inteligentną odpowiedzią jest ucieczka.
Ale jeżeli każdy człowiek zdolny coś zrozumieć, stworzyć i poprawić odejdzie — kto zostanie, żeby dokonać zmiany?
Państwo nie jest abstrakcją. Państwo istnieje poprzez ludzi.
Poprzez to, co tolerują. Czego wymagają. Co budują. Czego uczą następne pokolenie.
Własnego kraju nie trzeba bezmyślnie podziwiać. Trzeba znać go wystarczająco dobrze, żeby zobaczyć również to, co nie działa — i zrozumieć dlaczego.
Prawdziwa troska o własne państwo nie polega na ślepym zachwycie. Polega na zdolności zobaczenia jego słabości bez odrzucenia ludzi, którzy w nim żyją.
Nie rodzisz się w swoim kraju po to, żeby kiedyś za niego zginąć.
Większą wartością niż śmierć obywatela jest jego życie, wiedza i zdolność stworzenia takiego państwa, za które następne pokolenie nie będzie musiało umierać.
Kraj nie powinien potrzebować wroga, żeby jednoczyć własnych ludzi. Nie powinien potrzebować cudzej straty, żeby się rozwijać.
Największym sukcesem państwa nie jest liczba ludzi gotowych za nie umrzeć. Jest nim sytuacja, w której nie muszą.
Możesz mieszkać za granicą. Uczyć się od innych kultur. Odejść nawet na wiele lat.
Istnieje jednak różnica między odejściem po wiedzę a odejściem z przekonaniem, że miejsce, z którego pochodzisz, nie jest już twoim problemem.
Jeżeli wszyscy szukają wyłącznie miejsca, które ktoś inny już zbudował — kto będzie budował miejsca, z których wszyscy chcą wyjechać?
Nie pytaj więc wyłącznie: „gdzie będzie mi lepiej?”
Zapytaj również: „co mogę zrozumieć, stworzyć i zmienić, żeby ludziom tutaj żyło się lepiej?”
I jeszcze jedno: „co możemy zrobić dzisiaj, żeby nasze dzieci nie musiały jutro ginąć za problemy, których my nie potrafiliśmy rozwiązać?”
Rozwój państwa zaczyna się wtedy, gdy kolejne pokolenie dziedziczy więcej rozwiązań niż powodów do walki.
