withoutadrenaline.comBasic · Bóg i Szatan
MovementProjectSupport
withoutadrenaline.com

Bóg i Szatan

Człowiek mówi: wierzę w Boga.

Modli się. Uczy własne dzieci, żeby nie kłamały, nie kradły i nie krzywdziły innych.

A później idzie do pracy i przez lata szkoli się w czymś odwrotnym.

Jak być sprytniejszym od drugiego człowieka. Jak wykorzystać jego niewiedzę, potrzebę, strach albo słabszą pozycję. Jak zrobić pieniądze dlatego, że on zauważył mniej.

Możesz wyznawać Boga i przez całe życie szkolić się w Szatanie.

Jeżeli Boga nazywamy miłością, uczciwością i połączeniem, a Szatana kierunkiem: moja korzyść poprzez twoją stratę — sama deklaracja wiary niczego jeszcze nie rozstrzyga.

Co ćwiczysz każdego dnia?

Bo Bóg nie zaczyna istnieć dopiero w świątyni. Jeżeli ma znaczyć coś w życiu człowieka, musi istnieć również wtedy, gdy kupujesz, sprzedajesz, zatrudniasz, negocjujesz i posiadasz przewagę.

Najbardziej wtedy, gdy bardziej opłacałoby ci się wykorzystać drugiego człowieka.

Jeżeli ktoś wykorzysta niewiedzę twojej matki — nazwiesz go oszustem. Jeżeli ty wykorzystasz niewiedzę cudzej matki — możesz nazwać to dobrym interesem.

Jeżeli ktoś zapłaci twojemu synowi jak najmniej, bo wie, że nie ma wyboru — nazwiesz to wykorzystaniem. Jeżeli ty zrobisz to obcemu — możesz nazwać to rynkiem.

To samo działanie zmienia nazwę tylko dlatego, że zmieniła się strona, która na nim zyskuje.

I właśnie tutaj kultura potrafi przechrzcić krzywdę na zaletę.

Wykorzystanie niewiedzy staje się sprytem.

Wykorzystanie słabości staje się zaradnością.

Przerzucenie kosztu na drugiego staje się dobrym biznesem.

Człowiek wraca później do domu, pomaga własnej rodzinie i nadal uważa siebie za moralnego.

Dla swoich — Bóg. Dla obcych — interes.

Nie zawód jest szatański. Nie pieniądze są szatańskie. Nie sprzedaż, biznes, marketing, inwestowanie ani zatrudnianie.

Kierunek decyduje.

Tę samą wiedzę można wykorzystać, żeby znaleźć słaby punkt człowieka i na nim zarobić. Można też wykorzystać ją, żeby stworzyć wartość, której wcześniej nie było.

Tę samą przewagę można wykorzystać przeciw słabszemu. Można też sprawić, żeby słabość drugiego nie została przeciwko niemu wykorzystana.

Ta sama inteligencja. Inny kierunek.

To, co człowiek powtarza, staje się jego umiejętnością.

Jeżeli codziennie ćwiczy znajdowanie cudzej słabości po to, żeby na niej zarobić, będzie widział ją coraz szybciej.

Jeżeli codziennie ćwiczy szukanie rozwiązania, w którym jego rozwój nie wymaga cudzej krzywdy, również będzie robił to coraz lepiej.

Dlatego ważniejsze od pytania „w co wierzysz?” może być pytanie: „czego codziennie się uczysz?”

Możesz być chrześcijaninem, muzułmaninem, Żydem, należeć do innej religii albo do żadnej. Drugi człowiek nadal stoi przed tobą.

Nadal możesz wykorzystać jego niewiedzę albo ją uzupełnić. Wykorzystać jego słabość albo jej nie użyć przeciwko niemu. Zbudować własną korzyść na jego stracie albo poszukać innej drogi.

Jeżeli Boga nazywamy miłością, to właśnie tutaj wiara przestaje być deklaracją i staje się działaniem.

Czy mój rozwój wymaga wykorzystania drugiego człowieka?

Odpowiedź pokazuje, czego naprawdę się uczę — Boga, Szatana czy człowieczeństwa.