Wielu biednych ludzi złości się na bogatych.
Na elity.
Na tych,
którzy posiadają więcej.
Nazywamy złymi tych,
na których się złościmy.
Złościmy się,
bo mają więcej.
Bo posiadają to,
czego sami chcemy.
Bo mogą zrobić to,
czego my nie możemy.
Bo stoją tam,
gdzie sami chcielibyśmy stać.
I wtedy własną złość bardzo łatwo pomylić z moralnością.
On jest zły, bo ja jestem na niego zły.
Ja jestem dobry, bo mam mniej.
Ale prawdziwy test zaczyna się wtedy,
gdy role się odwracają.
Gdy biedny człowiek dostaje możliwość
zarabiania dokładnie w taki sposób,
jak człowiek,
na którego wcześniej się złościł.
I wtedy bardzo często
w sekundę zaczyna robić dokładnie to samo.
Jeżeli może wykorzystać cudzą niewiedzę —
wykorzystuje.
Jeżeli może zarobić na cudzej słabości —
zarabia.
Jeżeli może przenieść koszt na innych —
przenosi.
Jeżeli może zrobić więcej dla siebie
albo własnej rodziny
kosztem innych ludzi —
robi.
I wtedy okazuje się,
że różnica pomiędzy nim
a człowiekiem,
którego wcześniej nazywał złym,
nie znajdowała się w moralności.
Znajdowała się w możliwościach.
Jeden mógł.
Drugi jeszcze nie.
Łatwo nazywać złymi ludzi,
którzy posiadają więcej,
kiedy sami mamy mniej.
Znacznie trudniej zapytać:
czy naprawdę odrzucam ich sposób działania,
czy tylko złoszczę się, że to oni mają możliwość czerpania z niego korzyści?
Bo można złościć się na człowieka
nie dlatego,
że jego zasady są inne od naszych,
ale dlatego,
że posiada możliwości,
które sami chcielibyśmy posiadać.
Można potępiać jego pozycję,
dopóki sami nie dostaniemy możliwości,
aby ją zająć.
Bieda nie czyni człowieka dobrym.
Tak samo jak bogactwo
nie czyni człowieka złym.
Najważniejsze jest to,
jak daleko człowiek jest gotowy się posunąć,
aby dostarczyć więcej sobie
i własnej rodzinie.
Jeżeli biedny
i bogaty
posiadają tę samą granicę krzywdzenia innych,
to różnica między nimi
nie znajduje się w człowieczeństwie.
Jeden posiada tylko większą możliwość
realizowania tego samego mechanizmu.
Dlatego można przez całe życie
złościć się na bogatych,
a jednocześnie
wcale nie odrzucać ich zasad.
Można tylko złościć się,
że to oni znajdują się po stronie korzyści.
I dopiero wtedy,
gdy sami otrzymujemy możliwość zrobienia tego samego,
okazuje się,
czy naprawdę sprzeciwialiśmy się krzywdzeniu ludzi,
czy tylko sprzeciwialiśmy się temu,
że sami nie mogliśmy na nim skorzystać.
Brak możliwości wykorzystania człowieka nie jest moralnością.
Brak majątku nie jest dowodem dobra.
Złość na bogatego nie jest dowodem, że odrzucamy jego sposób działania.
Czasami oznacza tylko,
że chcielibyśmy posiadać jego możliwości.
Moralność zaczyna się wtedy,
gdy możemy wykorzystać drugiego człowieka —
ale tego nie robimy.
