Jak wygląda wspólnota rozwijająca człowieczeństwo?
Nie jest miejscem jednakowych ludzi.
Jest miejscem, w którym różnica nie musi automatycznie tworzyć hierarchii i walki.
Silny może usiąść obok słabego. Bogaty obok biednego. Kobieta obok mężczyzny. Wierzący obok niewierzącego. Człowiek pewny siebie obok człowieka, który dopiero próbuje siebie zrozumieć.
Żadne z nich nie musi pomniejszyć drugiego, aby pozostać sobą.
Wspólnota nie polega na tym, że każdy wszystkim ufa. Zaufanie powstaje z doświadczenia.
Nie polega też na braku zasad. Granice mogą chronić przestrzeń, w której człowiek nie jest niszczony przez cudzą wolność.
Najważniejsze jest coś innego:
czy moje miejsce we wspólnocie wymaga, aby ktoś inny został z niej wypchnięty?
czy moja wartość wymaga grupy ludzi mniej wartościowych?
czy moja rodzina może rozwijać się bez niszczenia cudzej rodziny?
Rodzina może być pierwszą szkołą wspólnoty. Uczymy się troski o najbliższych. Później możemy rozszerzać krąg bez odbierania znaczenia tym, którzy są najbliżej.
Cała ludzkość może być widziana jako jedna rodzina złożona z miliardów mniejszych rodzin.
W takiej przestrzeni człowiek może powiedzieć: boję się — bez konieczności ataku. Jestem zazdrosny — bez konieczności kontroli. Nie zgadzam się — bez potrzeby poniżenia. Potrzebuję przestrzeni — bez konieczności niszczenia drugiego człowieka.
Im mniej energii zużywamy na obronę pozycji, statusu i obrazu siebie, tym więcej pozostaje na poznanie, tworzenie i relację.
Najlepsza wspólnota nie tworzy ludzi zależnych od wspólnoty. Zwiększa ich zdolność do bycia sobą, współpracy i tworzenia dobra także poza nią.
